Minister Arłukowicz podejmuje kroki mające na celu zarzegnanie konfliktu, jednak mimo to lekrze zamiast zawiesić protest, zaostrzają jego formę. Cynizm i bezczelność środowisk lekarskich przekracza wszelkie granice nie tylko moralne i etyczne, ale też granice zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Kodeks etyki lekarskiej czy klauzula sumienia w rzeczywistości stanowią martwe nakazy, które wykorzystywane są instrumentalnie i wybiórczo jedynie w ich własnym interesie. Twierdzenie, że pieczątkowy protest, to działania podejmowane dla dobra pacjentów z prawdą nic wspólnego nie ma, jest to ewidentne działanie na ich szkodę. Świadomie i z premedytacją wystawione nieprawidłowo recepty nie tylko stanowią poważne utrudnienie formalne w zrealizowaniu takowej. Skutkiem konieczności ponoszenia znacznie większych opłat jest utrudnienie dostępu do medykamentów, co w wielu przypadkach będzie stanowiło barierę w dostępie do leków i skutecznie uniemożliwi leczenie. Już do tej pory wielu ludzi nie było stać na wykupienie tych refundowanych, a teraz dzięki protestom liczba takich przypadków z pewnością wzrośnie. 

Ostatnio najważniejszym problemem stała się odpowiedzialność lekarzy na niewłaściwie wypełnione recepty. W związku z tym zadaję sobie pytanie kto miałby za to odpowiadać, bo chyba nie pacjent i chyba nie aptekarz. Logiczne wydaje się, że odpowiedzialność ponosi osoba, która popełniła błąd. Biorąc pod uwagę fakt, iż nie jest problemem odpowiedzialność za błędy lekarskie, zwiazane z tym ryzyko wypłaty odszkodowania czy np. dożywotniej renty, ryzyko utraty prawa do wykonywania zawodu oraz odpowiedzialność karna to w tym kontekście ów postulat wydaje się bezsensowny. Tym bardziej,  że wielu medyków prowadzi działalność gospodarczą i każdy z nich, tak samo jak każdy inny obywatel ponosi odpowiedzialność wobec urzędów skarbowych, które mogą dochodzić roszczeń przez okres pięciu lat, ale i to też nie jest przedmiotem protestu.

Z powyższym bezpośrednio wiąze się ryzyko wystawienia recepty refundowanej osobie nieubezpieczonej. Ze wzgledu na znikomą liczbę takich osób i ogromne utrudnienia w dostępie do lekarza bez udowodnienia faktu ubezpieczenia przez pacjenta, również ten argument wydaje się być bardzo wątpliwy. Rzekomo lekarstwem na ten wyimaginowany problem miałby być system komputerowy. Przy okazji warto zwrócić uwagę na fakt, iż protestują również lekarze z takiego systemu korzystający.

Zaraz po wprowadzeniu ustawy refundacyjnej, na porządku dziennym był obraz lekarza wertującego setki stron papierowych wykazów leków. Mimo, że obecnie już się tego tematu nie podejmuje wracam do tej kwestii ponieważ postanowiłem przeprowadzić mały eksperyment. Lista leków refundowanych dostępna jest na stronie Ministerstwa Zdrowia w postaci pliku arkusza kalkulacyjnego. Z wykorzystaniem swojego taniego komputerka typu netbook pobrałem ten plik i uruchomiłem w arkuszu kalkulacyjnym. Okazało się, że wyszukanie leku zajmuje tyle czasu ile potrzeba na wpisanie fragmentu nazwy w polu wyszukiwania. Zatem jeśli ktoś woli przekopywać się przez stosy karteczek to jest to jego wybór, ale niech nie oczekuje, że społeczeństwo zechce zapłacić za niefektywną pracę.

Realnym problemem dużej wagi dla pacjentów, który widzę, jest zakaz wypisywania leków refundowanych niezgodnie ze wskazaniami rejestracyjnymi, ale chyba nie to jest najważniejsze w tym proteście, a nawet gdyby to i tak nie byłoby to usprawiedliwieniem.

Bałagan przy wprowadzaniu ustawy refundacyjnej i zaniedbania porzedniczki obecnego ministra zdrowia w żaden sposób nie usprawiedliwiają wyrządzania szkody osobom chorym i to przez tych którzy zobowiązani są im pomóc. Mimo ustępstw ministra zdrowia wobec medyków i działań w kierunku zakończenia konfliktu lekarze nie wykazali dobrej woli. Zawód który wykonują wybrali z własnej woli i jeśli nie spełnia ich oczekiwań może powinni się przekwalifikować.

Mogę się domyślać się, że większość tych lekarzy to katolicy co niedzielę uczęszczający do kościoła i przyjmujący tam komunię. Jak więc takie lekceważące i niegodne wobec drugiego człowieka postępowanie ma się do słynnych wyznawanych przez nich wartości chceścijańskich? Czy swoje sumienie pozostawiają w kościele?